No to się porobiło...

No to się porobiło

Gdy po 2 miesiącach nauki obsługi prowadzenia sklepu, ten wreszcie funkcjonuje poprawnie, ja jestem na głodówce i mam tyle pomysłów na temat pierwszego wpisu, że nie wiem na co się zdecydować ;)

Kilka miesięcy zapisywałam tematy, które chciałabym poruszyć na łamach Bloga i analizując wszystkie, popijając  do tego wodę z lodem, bo upał na dworze niemiłosierny, podjęłam decyzję. Skoro już od 3 lat sukcesywnie przeprowadzam głodówki, to może opiszę dziś powody dlaczego zdecydowałam się na tak restrykcyjne podejście do swojego zdrowia i jakie to przyniosło korzyści dla mnie i mojej rodziny

W październiku 2015 roku, ważyłam 75kg i czułam się okropnie,  nie miałam czasu i chęci na chodzenie na siłownie, padał wciąż deszcz i generalnie oprócz chodzenia do pracy i zabawy z dziećmi nic mi się nie chciało. Mąż zaproponował, abym poszła do dietetyczki - ułoży mi dietę i schudnę idealnie. Nie wiele myśląc skorzystałam z propozycji i to był mój pierwszy kontakt w życiu z dietą. Mając 31 lat, po raz pierwszy zastosowałam dietę <SZOK>. Większość moich koleżanek już w liceum korzystało z różnego rodzaju diet, ale nie ja! Ja zawsze byłam szczupła bez względu na to co jadłam i w jakich ilościach. A, że zawsze lubiłam bawić się smakiem, kombinować w kuchni i się obżerać to były to naprawdę spore ilości. Ale dwa porody w których przytyłam po 25kg zrobiły swoje. Hmmmm raczej to ja na własne życzenie i z miłości do jedzenia, sobie to zrobiłam ;)

Dieta oparta była o Indeks Glikemiczny, im niższy tym lepiej. Ważyłam porcje na wadze kuchennej, sprawdzałam ilość białka w chlebie-tylko pełnoziarnistym, zapakowanym hermetycznie z Biedronki (takie były zalecenia).  Wytrwałam, może 2 tygodnie i odpuściłam totalnie. Faktycznie poczułam się lepiej, ale ciągłe myślenie o godzinie w której mam zjeść i ważenie produktów przytłoczyło mnie.

Był jeden plus – Indeks Glikemiczny! Zainteresował mnie ten temat, a że lubię czytać, pochłaniać wiedzę i weryfikować ją na łamach różnych czasopism lub merytorycznych stron internetowych to zagłębiłam się w niego i pokochałam wszelkiej maści ciekawostki żywieniowe ;)

Nie pamiętam ile wtedy schudłam, ale to nie był zadowalający efekt. Minął grudzień 2015, a ja wciąż wytrwale pochłaniałam wiedzę na temat odżywiania, diet, pozytywnych i negatywnych ich skutków, witamin , odżywienia organizmu i ogólnie pojętego zdrowego trybu życia. Na początku stycznia 2017 natrafiłam na wpis dotyczący diety Hollywoodzkiej! Stosowana jest ona przez gwiazdy Hollywood przed ważnym koncertem, czy nagraniem filmu. Polega na całkowitym odstawieniu pokarmów. Przez 10 dni należy pić niegazowaną wodę mineralną z dodatkiem syropu klonowego (u mnie był miód lipowy), ½ główki soku z cytryny i papryczek chili (ja wsypywałam na czubeczku łyżeczki pieprzu cayenne).  Taki koktajl piłam około 5-6 razy dziennie, po szklance, zrobiony na świeżo. Po 10 dniach schudłam 10kg WOW, nikt mi nie chciał uwierzyć, znajomi mówili że sobie zaszkodzę, ale wytrwałam 10 dni na samej wodzie, schudłam 10kg i dla mnie to było najważniejsze!!!


4kg wróciły ( wypełnienie jelit i żołądka) , a reszta już nigdy więcej mnie nie odwiedziła HURA ;)

W marcu 2016 wyczytałam, że przed i po głodówce powinno robić się pełne badania krwi. A więc zrobiłam, fakt że po 2-3 miesiącach, ale kto z Was robi badania chociaż raz w roku? Moje ostatnie badania były w ciąży z drugim dzieckiem, więc wykorzystałam okazję i co się okazało?

Morfologia

OB,

Próby wątrobowe,

Cholesterol,

TSH, Ft3, Ft4,

Glukoza

Kreatynina

Sód

Potas

Żelazo

CRP

Okazało się, że mam niedoczynność tarczycy i jeszcze do tego Hashimoto. Endokrynolog przepisał Euthyrox 25mg, a ja płakałam w poduszkę bo miałam świadomość tego, że już do końca życia będę musiała brać hormony, będą mi podwyższać dawkę, potem wytną tarczycę…. Totalna Życiowa Masakra !!


Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła czytać różnego rodzaju poradników, for, grup i znalazłam!!


Jest specjalna dieta, którą powinny stosować osoby z  niedoczynnością tarczycy, która może doprowadzić nawet do całkowitego odstawienia hormonów. Polega na odstawieniu glutenu i laktozy, nie jedzeniu warzyw krzyżowych, psiankowatych i mnóstwie innych rzeczy, którym poświęcę osobny wpis. Koncentracja po hormonach powoli wracała, ale świadomość brania ich do końca życia wciąż siedziała w mojej głowie


Od tamtej pory jeszcze bardziej zaczęłam interesować się zdrowym odżywianiem i natrafiłam na stronę w całości poświęconą głodówkom leczniczym. Gdzie w przejrzysty sposób opisane było oczyszczające działanie postu wodnego na nasz organizm.  Okazało się, że na FB są grupy stworzone dla osób na głodówkach, że organizowane się wyjazdy na których grupa osób na odludziu wspólnie spędza czas na oczyszczaniu organizmu z toksyn i całkowitym wyciszeniu oraz kontemplacji

Nie zastanawiając się długo, na początku kwietnia przeszłam pierwszy post wodny, który trwał 7 dni.


Pierwsze 3 dni były straszne, czułam głód i w dodatku musiałam przygotowywać jedzenie dla męża i dzieci. Wytrwałam tylko dlatego, że czytałam wciąż o dobroczynnym wpływie głodówki na organizm, wpisy ludzi na grupach FB i forach o tym, jak sobie radzą i jakie mają odczucia w różnych dniach trwania postu i do tego widziałam jak kilogramy spadają jak szalone (1kg na dzień).To mnie motywowało !  W 3dniu, żołądek wypełnia się białkiem i tłuszczem więc od 4 dnia nie czuje się już głodu. Co to był za cudowny dzień ;) Miałam mnóstwo sił, posprzątałam całe mieszkanie, zrobiłam generalne porządki w kuchni, w szafach – po prostu energia ze mnie biła jak szalona. Do tego poprawiła mi się koncentracja z którą z roku na rok miałam coraz większy problem. Kolejne dni zleciały szybko.  7 dzień był ostatni (przez wszystkie dni głodówki nie brałam hormonów)


8 dnia  rozpoczęłam wychodzenie z głodówki na świeżo wyciskanych sokach.  W 3 dniu wychodzenia ugotowałam zupkę warzywną i tak przez 7 dni jadłam same warzywa. Powiem Wam, że w momencie kiedy człowiek wciąż czyta o dobroczynnym wpływie głodówki na organizm, kiedy uświadomi sobie, że jest już częściowo czysty -  to nie chce zaśmiecać swojego cudownego żołądka i pustych jelit niezdrowym jedzeniem ;) 26 kwietnia 2016, poszłam do dietetyczki klinicznej Katarzyny Wawrzyniak https://www.odzywiajsiezdrowo.pl/ Przyszłam z badaniami krwi i z informacją, że jestem już po 2 głodówkach i potrzebuję kogoś, kto ułoży mi w głowie informacje, które pozyskiwałam głównie ze stron internetowych, forum i grup FB. To było najlepsze co mi się przytrafiło. Okazało się, że dość dobrze potrafię przefiltrować informację prawdziwe od internetowego bełkotu i że idę w dobrym kierunku. Dostałam zalecenia odpowiednie do mojej choroby, witaminy które powinnam suplementować ,moje pierwsze merytoryczne informacje o florze bakteryjnej jelit i jak na nas wpływa zaniedbywanie jej, tabele produktów które mogę i których nie mogę jeść, jak poprawić pracę jelit, wątroby i żołądka bo to od nich zależy całe nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.


Świat stanął przede mną otworem!!!  Poczułam wiatr w żaglach i jeszcze bardziej zafiksowałam się na temat zdrowego żywienia, życia, witamin a przede wszystkim tego co jem i co daję do jedzenia moim najbliższym.


Od tamtej pory przeszłam jeszcze 3 głodówki. W 2016 około października/listopada, ale wytrwałam chyba 3dni bo było mi strasznie zimno – w czasie głodówki obniża się temperatura ciała. 2017rok styczeń (10dni),i lipiec (14dni). Lipcowa głodówka była moją najdłuższą jak do tej pory,  2018 styczeń 7 dni


Styczniowa głodówka była przełomowa, ponieważ zaczęłam czytać o negatywnym wpływie mięsa na nasz organizm, o tym jak jest nafaszerowane antybiotykami, hormonami i co to robi z naszą głową!!


Po głodówce postanowiłam przejść na weganizm. TAK!! Nie zrobiłam tego powoli, poszłam po bandzie ;) Zero jakichkolwiek produktów odzwierzęcych (mięso to też ryby), jaja. Produkty mleczne odstawiłam już wcześniej, ale pozwalałam sobie czasami na jakiś dobry ser, teraz odeszły w niepamięć.


Czułam się wspaniale a teściowa była zła. Mówiła:

- kto teraz będzie jadł ze mną śledzie w śmietanie?

- dla kogo będę robiła galat?

- nie zjesz nawet zrazów ani gołąbków? Przecież uwielbiasz!


Ale ja trwałam przy swoim, minął styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec i jestem konsekwentna. Czasami pozwolę sobie na kawałek sera lub pizze Quadro Fromage, ale przy innych produktach odzwierzęcych trzymam się z daleka i bez narzekania!!!


Przez te 2 lata moja świadomość o zdrowym żywieniu pogłębiała się. Chłonęłam i chłonę do tej pory Tombaka, Małachowa, Ziębę…. Konieczność  suplementowania witamin, codzienne picie ziołowych herbat (kocham pokrzywę i czystek) Wiedza o wszelkiej maści suplementach diety rosła w zaskakującym tempie.


Poszukiwania odpowiednich suplementów trwały w nieskończoność, a ja uparcie zamieszczałam posty na FB o witaminach, szkodliwości jedzenia mięsa, o zdrowiu jelit itp. Itd. Męczyłam znajomych, a część z nich pisała

- Napisz bloga, super Ci idzie ;)


Więc posłuchałam ;)


Dalszy tok myślenia był już prosty. Skoro blog to i  sklep ze zdrową żywnością. Na razie internetowy, ale może kiedyś będzie też stacjonarny?  Wreszcie mam okazję „wygadać” się i dodatkowo zaproponować ludziom coś dobrego, zdrowego i zgodnego ze mną ;)

Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że będziecie odwiedzać mnie regularnie ;)

Na łamach bloga znajdziecie mnóstwo informacji o daniach które przygotowuję dla siebie i dzieci, o witaminach jakie suplementuję, o herbatkach które piję, o mojej filozofii życia, o naturalnych kosmetykach,  książkach które przeczytałam…. Coś czuję, że powstanie z tego niezły pamiętnik ;)


Pozdrawiam Was serdecznie

Kamila VegeKama


p.s jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o tym jak przeprowadzać głodówkę piszcie do mnie wiadomości. Zapraszam Was również na stronę z której ja czerpałam i czerpię do tej pory wiedzę


http://www.glodowka.pl/podstrona.php?dzial=moc


Proponuję też zapoznać się z literaturą:

Giennadij Małachow „Głodówka Lecznicza”

Giennadij Małachow „Oczyszczanie organizmu”

 

 

 

Wszystkie komentarze

Zostaw komentarz